Przecież to nie jest takie trudne
Właściwie nic już nie dziwi z tych rzeczy, które się dzieją w naszym kraju, a zwłaszcza z tych, które pokazuje telewizja. Jest takie zamieszanie i chaos, że aż dziw, że to się wszystko nie rozpadnie.
Chciałbym na początek napisać o mojej rodzinie, a właściwie o moich rodzicach. Przez te wszystkie lata, kiedy dojrzewałem i stawałem się dorosły, aż do dzisiaj oceniałem moich rodziców źle, a nawet bardzo źle.
Niewątpliwie moi rodzice bardzo zawinili wobec mnie i mojego brata. Byłbym nawet skłonny powiedzieć, że przez całe życie aż do dzisiaj płacimy za ich błędy. Wiadomo przecież, że dzieci płacą za błędy rodziców.
Kiedy jednak po latach zacząłem znowu myśleć o tym wszystkim doszedłem do wniosku, że rodzice zawinili tylko tym, że byli uczciwi, chcieli żyć uczciwie, a może nie wiedzieli jak się daje łapówki. Ale niby skąd mieli mieć na łapówki jeśli pracowali uczciwie i zarabiali tylko tyle, żeby starczyło do pierwszego.
Tak proszę państwa, społeczeństwo nie ma litości dla ludzi, którzy nie chcą się umoczyć w jego brudne sprawki, a jest tych sprawek co nie miara.
Jak miałem nie narzekać kiedy większość moich kolegów miała własne domy i piękne samochody. Ja mogłem o tym tylko marzyć i to było dla mnie tak nierealne jak podróż na księżyc.
Chyba rację miał Ryszard Kapuściński, kiedy pisał, że biedę się dziedziczy i to jest prawda ogólnoludzka.
Biedę się dziedziczy. Mały człowiek, wychowujący się w ubogiej rodzinie nie zdaje sobie sprawy z tego, że on też może mieć dom i samochód, a kiedy ktoś mu o tym powie śmieje mu się w nos. Przecież to jest takie nierealne.
Psycholog miałby tu zapewne wiele do wyjaśnienia ludziom zamożnym i zadufanym w swoim bogactwie. Możliwy jest także scenariusz odwrotny. Człowiek bogaty może wylądować na marginesie społeczeństwa. Naprawdę.
Kluczowa jest tutaj sprawa świadomości. Kiedyś na zajęciach na politechnice nasz matematyk uświadomił nas w kwestii świadomości właśnie.
Otóż są cztery stopnie świadomości: a) „człowiek wie i wie, że wie” i to jest najwyższy stopień świadomości, dalej idziemy w dół, b) „człowiek wie, ale nie wie, że wie”; c) „człowiek nie wie, ale wie, że nie wie”; d) „człowiek nie wie i nie wie, że nie wie”. Tak to wygląda i nieraz zastanawiałem się do jakiej grupy zaliczyć moich rodziców. Wychodzi mi na to, że mogę ich zaliczyć co najwyżej do grupy c), czyli „człowiek nie wie, ale wie, że nie wie”, ale nie jestem co do tego tak całkiem pewny. Były też okresy w życiu, kiedy należałoby ich zaliczyć do grupy d).
Niestety człowiek, który jest inteligentny i można tak powiedzieć ogólnie mądry i dobry nie idzie wzwyż na drabinie świadomości, chociaż tak by się wydawało. Wystarczy być jak to się u nas mówi bystrym, rozgarniętym cwaniakiem, żeby mieć dobrze w życiu.
Mogę śmiało powiedzieć, że moi rodzice byli ludźmi mądrymi i dobrymi, a także inteligentnymi, a to co zrobiło z nimi życie w społeczeństwie polskim jest miarą jego okrutnego „pragmatyzmu”.
Wiele razy wyobrażałem sobie jak szczęśliwą rodziną moglibyśmy być, gdyby moi rodzice żyli gdzieś np. w Holandii, w tych bajkowo pięknych białych domkach w tamtejszych miastach i w tamtejszych warunkach, które dobrze traktują ludzi dobrych i prostych, którzy nie chcą oszukiwać i nie pragną sławy i bogactwa, a chcą tylko zachować swoją godność i przeżyć swoje życie bez zbędnych ekscesów i zawirowań życiowych.
Mój ojciec na przykład był najlepszym uczniem w swojej klasie, dwa lata chodził do liceum ogólnokształcącego. Niestety wcześnie stracił rodziców i chociaż miał trzech braci było to dla niego zbyt dużą traumą i w istocie został sierotą. Nie podniósł się już nigdy z tamtych przeżyć, a smutki przez resztę życia topił w wódce. Był alkoholikiem, chociaż w czasie pierwszej komunii świętej obiecał wraz z innymi kolegami abstynencję do osiemnastego roku życia Najświętszej Panience. I co z tego? Rzadko w swoim życiu chodził do kościoła. Nauczony doświadczeniem wiedział już, że jest wyrzutkiem nawet dla ojców kościoła. Co gorsze niestety grzeszył przeciwko Bogu. Trudno mi sobie wyobrazić jak bronił się na Sądzie Ostatecznym, jakich argumentów użył. Co mógł powiedzieć na swoją obronę? Źle traktowałem swoją rodzinę, bo nikt mi nie chciał pomóc, nawet bracia?
Doprawdy dziwne jest społeczeństwo polskie i zasady, którymi się kieruje. Przykro to powiedzieć, ale u nas wszystko jest na pokaz. Trzeba zachować pozory, a Polacy jak żadna inna nacja, jak ognia piekielnego boją się wstydu. Przed cudzoziemcami trzeba zachować pozory za wszelką cenę, choćby trzeba było o szóstej rano iść w kolejkę do sklepu kupić mąkę na ciasto, żeby zadowolić rodzinę z Francji, która właśnie przyjechała w odwiedziny (działo się to za czasów komuny).
W zasadzie to odruch jakby zdrowy – zachować pozory kiedy wiadomo, że nic nie działa.
A mój ojciec miał także talent muzyczny. Grał dobrze na akordeonie, chociaż nie miał żadnego wykształcenia w tym kierunku. Z pasją jaką często widywałem go słuchającego muzyki, a także usiłującego grać na mojej gitarze wnoszę, że gdyby miał taką możliwość zostałby zawodowym muzykiem, może nawet ponadprzeciętnym muzykiem kompozytorem. Wygrywał przecież często wymyślone przez siebie kawałki na mojej gitarze.
Gdyby im dano szansę, ale jest niestosownym nawet o tym myśleć. Przecież ojciec od urodzenia już był skazany na swój los. Społeczeństwo jest bezwzględne w tych sprawach, albo sam sobie radzisz, albo łap się za flaszkę, bo to będzie twój jedyny znieczulacz.
Mama miała natomiast talent plastyczny. Rysowała pięknie i gdyby miała taką możliwość ukończyłaby zapewne ASP. Zawsze marzyła o malowaniu na szkle, a właściwie o malowaniu porcelanowych naczyń. Nie udało się. Trzeba było uczyć cudze dzieci, do którego to zawodu nie miała ani predyspozycji, ani zdrowia. Płaciła za to nieraz wysoką cenę.
Tak. Jedyną winą moich rodziców było to, że chcieli żyć uczciwie i prostolinijnie. Polska niestety nie daje takim ludziom szans i spycha ich na margines.
Chyba na zawsze w moim marzeniu pozostaną białe domki w Holandii i moja szczęśliwa rodzina zamieszkująca jeden z nich.
No tak, ale kto tak naprawdę jest winny? Przecież Polacy to tacy dobrzy i mądrzy ludzie kiedy się z każdym z nich rozmawia prywatnie, na osobności i tak, żeby nikt tego nie słyszał.
Jakiś szatański węzeł zaplątało życie u nas. Dlaczego nie potrafimy wcielić w nie tych wszystkich pięknych zasad, którymi kierują się prywatnie nasi rodacy? Może dlatego, że nie da się ich wcielić w życie, bo są zbyt piękne, zbyt idealne i nie nadają się do użycia, a może dlatego, że tak naprawdę czynimy tylko pozory przed nami sami i tak właściwie jest to znowu tylko fasada. „Grunt to frunt” – tak się mówiło na wsi, kiedy tam mieszkałem i ta zasada obowiązuje do dzisiaj i to nie tylko na wsi. „Najważniejsze są pozory” – tak można tamto gwarowe powiedzenie przetłumaczyć na język literacki. Dlaczego najważniejsze są pozory? Dlatego, że u nas nikt nikomu nie ufa i trzeba się pilnować na każdym kroku? Przecież to nie wojna, ani nie zabory na miły Bóg. Ludzie chyba nie rozumieją, że żyją w wolnym kraju i wszystko zależy od nich.
Niewątpliwie powszechny brak zaufania w Polsce to scheda życia pod zaborami, a także pod komunizmem. A może popadliśmy w niewolę u sąsiadów, dlatego że nie umieliśmy się rządzić? Co było pierwsze, kura, czy jajko? Popadliśmy w niewolę, bo nie umieliśmy się rządzić i to jest nasza tylko wina, czy sąsiedzi byli silniejsi? Pewnie prawda leży gdzieś pośrodku.
Dlaczego u nas nic nie działa na co dzień i wszystko trzeba załatwiać w trybie nadzwyczajnym. Choćby Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy? Dlaczego potrzeba znowu nadzwyczajnej akcji, żeby uzbierać na służbę zdrowia. WOŚP jest jakby usprawiedliwieniem panującej na co dzień niemożności i bałaganu, chociaż ja lubię ten czas, kiedy działa orkiestra, bo to jest dobre, pożyteczne i miłe.
To co u nas się dzieje to są objawy jakiejś ciężkiej choroby społecznej. Nie wypada być przyzwoitym. Teraz chamstwo jest modne i na topie. Czasy są ciężkie, więc trzeba się rozpychać łokciami, a od czasu do czas zgiąć kark i nikt tego nie potępia, wręcz przeciwnie. Przecież trzeba zarobić na dzieci, utrzymać dom, a to wszystko można osiągnąć tylko tymi metodami. Czyżby? Przecież na Zachodzie Europy i w Ameryce obowiązują zdrowe wartości i wszystko idzie dobrze, dużo lepiej niż u nas. My staliśmy się już tylko republiką bananową, co niestety nie oznacza, że u nas rosną banany.
Przecież to nie jest takie trudne: „być przyzwoitym człowiekiem” jak mówił Wojciech Kilar, a jednak w Polsce jest to trudne.
Czego się boją Polacy, że tak bardzo dbają o pozory? Chyba samych siebie.
Polacy nie tylko robią pozory przed innymi ludźmi, ale także przed samym sobą, co oznacza, że są wewnętrznie zakłamani.
Może kiedyś nadejdą takie czasy kiedy ludzie tacy jak moi rodzice nie będą musieli emigrować na Zachód, żeby żyć prosto i uczciwie i mieć wszystko co potrzeba do takiego życia.
Tagi: telewizja, zamieszanie, kraj
“Nim napiszesz wiersz – pomyśl i zważ
jak dalece słuszny to krok i czy naprawdę masz czas” – ten fragment tworczości Turanaua dedykuję autorowi.
Drogi Użytkowniku Portalu Calisia.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Calisia.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.
← Powrót
















