Kaliska "Strefa Kibica" (30)
Alicja Tchórz Akademicką Mistrzynią Polski! (4)
„Mój plecak to mój mały dom”
Nicky Liebscher (31 lat) jest nietypowym turystą. Skończył administrację na uniwersytecie we Freibergu, pracował, miał mieszkanie, wiódł zwyczajne życie, ale pewnego dnia postanowił rzucić to wszystko i podróżować po świecie. Został „kanapowym surferem”.
Mógłbyś nam opowiedzieć kilka słów o inicjatywie strony „couchsurfing.org („sufing kanapowy” ) Na czym polega ten rodzaj turystyki?
Każdy, kto jest członkiem tej społeczności – nieważne w jakim miejscu na świecie – może w Sydney, Nowym Yorku, Pradze czy Paryżu – oferuje darmowe zakwaterowanie we własnym domu lub mieszkaniu. Poszukujący noclegu wysyłają maila do osób, które chcą użyczyć swojego lokum, a jeśli jest ono wolne, można przyjechać. Gospodarz pokazuje swemu gościowi miasto i najbardziej atrakcyjne miejsca okolicy. Gotują razem, rozmawiają ze sobą, bawią się razem, po prostu cieszą się nawzajem życiem.
Czy Twoi znajomi również podróżują od „kanapy do kanapy”?
Poznałem wielu „kanapowych surferów”, którzy są teraz moimi znajomymi. Wielu z nich sam przekonałem do przyłączenia się do tej społeczności, m.in. mojego przyjaciela z Konia i z Drezna, gdzie wcześniej mieszkałem. Oni wcześniej dużo podróżowali, ale spali w hotelach lub motelach. Spodobała im się idea mieszkania u kogoś w mieszkaniu, bo wtedy możesz ze swoim gospodarzem lepiej poznać otoczenie niż na własną rękę. A poza tym mieszkają oni kilka dobrych lat w danym mieście i mogą Ci pokazać ciekawe miejsca, które nie są uwzględnione w przewodnikach.
Czy od zawsze chciałeś zwiedzać świat? Jak długo trwa fascynacja podróżami?
Raczej tak, ale wcześniej nie myślałem o tym, że będę to robił w taki sposób jak teraz. Pierwszy raz wyjechałem do Australii sześć lat temu. Spędziłem tam przeszło rok. Z reguły udawało mi się wyjechać raz, dwa razy w roku. Byłem we Włoszech, Francji Portugalii. Te podróże odbyłem już dzięki stronie couchsurfing.org. Ale teraz dopiero zacząłem swoją prawdziwą podroż. W kwietniu zeszłego roku zwolniłem się z pracy, sprzedałem swoje mieszkanie w Dreźnie, swoje meble…
Czyli nie masz już stałego miejsca pobytu?
Nie, już nie. Moim mieszkaniem jest mój namiot. Gdy nie mam szans zatrzymać się u kogoś, nie ma wolnej kanapy dla mnie, śpię po prostu w tym namiocie pośrodku niczego.
Czyli wszystko, co posiadasz to jedynie twój plecak? Jak rzeczy są w takim razie niezbędne dla Ciebie?
Tak, plecak to mój mały dom. Najważniejszymi rzeczami w plecaku są: moja szczoteczka do zębów, moje ubrania, mój aparat fotograficzny i mój namiot. No i jeszcze mój laptop. Rzeczy, których nie udało mi się do tej pory sprzedać w Niemczech nie są już dla mnie ważne. Im więcej podróżuję, tym bardziej zbędne mi się wydają.
Jak zdobywasz środki na swoje podróże?
Raz na jakiś czas pracuję. Pracowałem rok temu w ośrodku na Mazurach, blisko Węgorzowa jako opiekun dzieci. Tam poznałem również wielu serdecznych ludzi. Zapraszali mnie potem do siebie. Byłem w Krakowie, Warszawie, Gdańsku. Na pewno wrócę pracować na Mazury w te wakacje, atmosfera i ludzie są tam wspaniali. Do tego czasu będę podróżował po całej Polsce, ponieważ podoba mi się gościnność, usposobienie. Na początku Polacy są zdystansowani, ale kiedy lepiej ich poznasz, pomogą Ci, zaproszą pod swój dach i są naprawdę otwarci i przyjacielscy. W tym roku spędzę więcej czasu w Polsce również ze względu na Euro 2012. Chcę poczuć atmosferę, chcę również wspierać najsłabszą drużynę…
A która według Ciebie jest najsłabsza?
Nigdy nie wspieram drużyny Niemiec, Francji… A wydaje mi się, że chyba drużyna rosyjska jest najsłabsza. Będę wspierał drużynę polską, bo jeśli ona wygrywa ludzie niezwykle się cieszą. Jeżdżą samochodami, trąbią, szaleją, wznoszą toasty. Chciałbym przeżyć tę atmosferę. Życzę im by osiągnęli co najmniej ćwierćfinał. Zdaje mi się, że w trakcie turnieju będę akurat w Gdańsku.
Jak to się stało, że zawitałeś do Kalisza? Jak Ci się podoba nasze miasto?
Odszukałem na jakiejś polskiej stronie turystycznej, że jest to najstarsze miasto w Polsce. Byłem ciekawy jak wygląda. Przyjechałem tu dwa dni temu. Zaprosiła mnie bardzo miła rodzina. Mieszkają w miejscu skąd jest przepiękny widok na prawie całe Stare Miasto. Pierwsze wrażenie jest takie, że spodziewałem się więcej starych budowali, więcej ciekawych miejsc…
Czyli chcesz powiedzieć, że jesteś lekko rozczarowany?
Tak troszeczkę, ale w końcu podróżowanie to nie tylko oglądanie starych budynków, a głównie spotykanie na swojej drodze miłych ludzi i spędzanie z nimi miło czasu. A poznałem tutaj wielu miłych ludzi. Najbardziej zaskoczył mnie społeczny ruch przeciwko protokołowi ACTA, gdzie kilkaset młodych ludzi zgromadziło się przed Ratuszem i zaprotestowali przeciwko podpisaniu przez rząd polski tego porozumienia. Byłem mile zaskoczony, że tylu młodych ludzi chce mieć wpływ na to, co się w Polsce dzieje.
Wymień jedną rzecz, która najbardziej zafascynowała, zainteresowała Cię w Kaliszu?
Może to będzie zbyt oryginalne i dziwne, ale podobała mi się zabawa z wiewiórkami w parku (śmiech). Bardzo podobał mi się również kościół św. Józefa. Bardzo ładny. Byłem dzisiaj również w zamku w Gołuchowie. Jest naprawdę śliczny, z zewnątrz nie wygląda aż tak okazale, ale będąc wewnątrz jesteś zaskoczony przepychem i liczbą zbiorów. Począwszy od sufitów, poprzez drzwi, pokoje, klatki schodowe – wszystko jest zachwycające i aż trudno zdać sobie sprawę ile czasu i siły włożyli ludzie by takie piękne rzeczy stworzyć. Poznałem również wiele osób w Węgorzewie, którzy polecali mi odwiedzić to miejsce.
Zamierzasz powrócić kiedyś do Kalisza?
Myślę, że tak. Nie wiem dokładnie kiedy, ale z pewnością. Może jeszcze w tym roku w lecie, może w przyszłym.
Dziękuję za rozmowę
Tagi: Kalisz, podroże, turystyka, couch surfing
Oj trzeba mieć cygańską duszę, ja uwielbiam podróżować, ale najlepiej wysypiam się we własnym łóżku.
Trochę więcej kultury proszę, chyba,że też jesteś “czop” (cokolwiek to wg ciebie oznacza).
Stare Miasto jest malutkie więc nie trzeba się wysilać, żeby je zobaczyć. W końcu Zawodzie to mały obszar. A redaktorek nie powiedział podróżnikowi dlaczego nie ma starych budynków w Kaliszu?
No ale łyżwa na spodniach jest i to jest najwazniejsze nie wazne ile czasu sie w nich chodzi wazne ze sa z łyżwa ;D hahaha i nowe :D
Nie śmierdzi, nie drewniak, nie wieśniak, ma łyżwę na spodniach, bo może lubi ( jedni lubią dresy inni łyżwy), znajomych też jak widać ma, nie tu to tam… jak ktoś lubi podróżować w ten sposób, to niech podróżuje. Jak ktoś nie lubi to niech siedzi na dupie w domu. Wolność Tomku…
Drogi Użytkowniku Portalu Calisia.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Calisia.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.
← Powrót





















