Kaliska "Strefa Kibica" (30)
Alicja Tchórz Akademicką Mistrzynią Polski! (4)
Mistrz improwizacji
26/03/2009 12:04Mieliśmy okazję usłyszeć go na żywo. Podczas koncertu w Kościele Garnizonowym, kiedy to promował swoją płytę Grand Piano, zaprezentował niesamowitą improwizację. Nazywa siebie odkrywcą. Ma talent, którego nie marnuje. Poznaje dźwięki, które ubiera w wyjątkowe brzmienie słyszalne m.in. podczas jego koncertów. Zachwyca – Włodek Pawlik. Znany na świecie artysta opowiada o swojej muzyce, o odkrywaniu bogatego świata dźwięków.
Pana płyta i koncert ją promujący są w dużej części improwizowane. Dlaczego właśnie tak? Dlaczego wybiera Pan improwizację i na ile jest ona dla Pana atrakcyjna?
Widocznie uważam, że mam zdolność improwizowania. Człowiek może się urodzić z dość specyficznymi predyspozycjami. Nie każdy muzyk ma dar improwizowana. A na pewno niewielu jest takich, którzy improwizują spontanicznie bez przygotowania. To jest taki dar od Boga i zgodnie z ideą talentów, nie marnuję tego daru.
Kiedy patrzy się na Pana, gdy Pan gra, to ma się wrażenie, że to granie działa na Pana jak narkotyk…
Nie chciałbym porównywać mojego grania do narkotyku. Narkotyki kojarzą mi się z czymś negatywnym. Jeśli porównamy muzykę do narkotyku, ale w ten sposób, że daje ona ludziom coś pozytywnego, jakąś irracjonalną wiarę w piękno, radość i nadzieję, to mogę się na to porównanie zgodzić.
Wykłada Pan improwizację na uczelni. Czy można nauczyć się improwizacji? Jest to przecież pewna sztuka w sztuce.
Można i nie można. Zależy jak się do tego podejdzie. Sztuka improwizacji czyli umiejętność improwizowania były kiedyś – ok. 200 lat temu nieodłącznymi elementami umiejętności wykonawczych, muzycznych. Muzycy uczyli się dogrywać swoje nuty do określonych schematów. To były bardzo poważne studia i metody, jak dogrywać, ornamentować stałe elementy wpisane w tamtym nieudolnym systemie notacji. Wtedy wymagano wręcz od muzyków a szczególnie wokalistów umiejętności ornamentowania czy kadencji, które były typowymi umiejętnościami dla popisów solistycznych, wirtuozowskich. One były wykonywane jako takie improwizacje w danym gatunku, nie mówiąc już o preludiach czy fantazjach. Znany z fantastycznych improwizacji był np. Jan Sebastian Bach i wielu innych fantastycznych muzyków łącznie z Mozartem, Chopinem i Beethovenem.
Czy Pana improwizacja na koncertach jest podparta jakimiś gatunkami muzycznymi? Czy raczej jedzie Pan na koncert, po drodze coś Pan zobaczy, usłyszy i stwierdza Pan, że to będzie dobrze brzmiało, więc Pan gra w taki a nie inny sposób?
To jest trochę tak, że ja promuję ideę żywiołowej, spontanicznej improwizacji. Staram się nie myśleć kategoriami: co ja będę dzisiaj grał? O tym, co będę grał dowiem się, gdy nacisnę pierwszy dźwięk i skończę koncert ostatnim dźwiękiem. Przed koncertem staram się mieć „czystą tablicę”. Na pewno są jednak elementy muzyki, którą wykonuję, która jest dojrzała. To jest moja muzyka, to co we mnie siedzi. Dla mnie muzyka jako dla wykonawcy jest sztuką syntezy. Ja nie jestem muzykiem, który stosuje w muzyce antytezę, czyli nie jestem rewolucjonistą, który na ołtarzu sztuki chce spalić wszystkie dźwięki, które do tej pory znał. Ja nie uciekam od muzyki z przeszłości, dopełniam ją swoim umysłem, swoją wrażliwością.
Czyli tak naprawdę, żeby Pana poznać jako muzyka, trzeba by było często chodzić na Pana koncerty.
Jeśli chodzi o te koncerty solowe – w ostatnim czasie miałem 6 takich koncertów promujących płytę Grand Piano – i nawet gdyby ktoś przyszedł na 6 z nich, to mógłby i tak nie poznać mnie jako muzyka, ponieważ nie wiem, co będę grał jutro.
Płyta też jest improwizacją?
Płyta różni się od koncertów. Sam chciałem sprawdzić czy nie powielam czegoś. Udało się nagrać jeden koncert w Warszawie. Miałem okazję posłuchać sam siebie. Doszedłem do wniosku, że ten koncert nie ma nic wspólnego z muzyką nagraną na płycie, poza tym że jest ten sam wykonawca.
Improwizacja kojarzy się z jazzem, a Pan odwołuje się też do klasycznej muzyki? Ile w tym, co Pan teraz gra jest elementów klasycznych a ile jazzowych?
Nie chcę, by moja muzyka była upraszczana. Kiedy chcę być muzykiem jazzowym to nim jestem, kiedy nie chcę nim być, to po prostu nie jestem. Tak jest dopóki czuję się wolnym człowiekiem, a uważam, że artysta powinien być wolny. W XX wieku jazz odkrył na nowo umiejętność improwizacji, pokazał światu, że improwizowanie jest elementem bardzo intrygującym, ale to wcale nie znaczy, że muzyka improwizowana musi być tylko jazzowa. Jestem żywym przykładem, że wcale tak nie musi być.
Czy szuka Pan jeszcze jakiś nowych form, środków wyrazu?
To jest chyba naturalne. Jestem artystą, więc szukam, odkrywam dźwięki – nie tworzę, bo uważam, że tworzenie to zbyt dużo powiedziane. Mam talent, który pozwala mi bardziej odkrywać dźwięki niż np. kolory. I myślę, że jeszcze dużo przede mną. To cały czas intryguje. Jestem jak odkrywca nowych miejsc.
Czy to jest także forma odkrywania siebie?
Siebie poprzez muzykę i przy okazji odkrywania świata dźwięków.
Tagi: Pawlik, koncert, improwizacja, muzyka
Chciałem serdecznie podziękować wszystkim fotoreporterom upamiętniającym ten fantastyczny koncert.
Ci ludzie są absolutnie pozbawieni wyobraźni.
Od samego początku rozpoczęli ostrą kanonadę “strzałów” z migawek aparatu.
Może mi ktoś wytłumaczy po co tym facetom po 300 zdjęć grającego Włodka.
Muzyki nie da się sfotografować tak samo jak nie można zaśpiewać rzeźby i zatańczyć obrazu.
Muzyki owszem sfotografować się nie da. Za to pan Włodek to też całkiem wdzięczny temat.
po to się robi zdjęcia, aby móc je wkleić w takim artykule – to po pierwsze. Niektórzy z tego żyją. Po drugie 300 dlatego, że wybiera się z tylu kilka a max. 10 dobrych zdjęć. Zrób tylko 10 to może okazać się że nie masz żadnego dobrego zdjęcia. Ja byłem tam i słuchaczem i robiłem zdjęcia bo połączyłem w jednym miejscu obie pasje. Jestem świadomy, że to przeszkadza więc nie robiłem zdjęć w wyciszeniach itp. Możemy zrobić sonde. Co bardzeiej przeszkadzało: migawki czy tragicznie niewygodne ławki? Byłem ze znajomym i zrobiłem 40 zdjęć. Zabrałem mu 40 sekund muzyki. Niewygodne ławki zabrały mu całą przyjemność koncertu.
Pozdrawiam wszystkich miłośników muzyki i fotografii.
Muzyki nie da się sfotografować, ale da się sfotografować niesamowite emocje rysujące się na twarzach muzyków, gesty, pot na ich czołach, grymasy zmęczenia, jednym słowem klimat towarzyszący jazzowemu koncertowi. Niewielu to potrafi. Oczywiście trzeba to robić z należytym szacunkiem i kulturą fotografowania. Również niewielu to potrafi.
Do Tomka:
Drogi fotoreporterze Tomku po pierwsze primo:
Jak sam napisałeś “Zabrałem mu 40 sekund muzyki” i chwała Ci za to, że tylko 40. Natomiast twoi koledzy po fachu pstrykali przez całą godzinę. Ja się nie znam na fotografii i naprawdę nie obchodzi mnie, że ktoś potrzebuje zrobić 300 czy 800 zdjęć , żeby zdobyć dobry materiał. Pisałem wcześniej o braku wyobraźni ze strony fotoreporterów a dotyczyło to właśnie tego koncertu. Pan Włodek grał solo bez żadnego nagłośnienia a siedząc w środkowych ławach naprawdę niewiele było słychać. Należy podkreślić ,że kościół nie jest obiektem zaprojektowanym stricte dla celów koncertowych
Po drugie primo:
To nie mój problem, że niektórzy z tego żyją. Chodzi o to aby szanować swój zawód jednocześnie szanując ludzi z otoczenia.
Do Michała:
Trafiłeś w sedno sprawy.
nie ma nic gorszego niz amator który uważa się za profesjonaliste…. załosne
Drogi Użytkowniku Portalu Calisia.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Calisia.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.
← Powrót


















