Sliding_panel_tab
 
 
Bez_nazwy-4
 
STREFA USŁUG CALISIA.PL
Obecnie dostępne: 8
Btn_kino
Btn_imprezy
Btn_optyk
Btn_kosmetyczka
Btn_reed
Btn_soki
Btn_at
Btn_tooth
Btn_question_mark
 
 
Z KRAJU I ZE ŚWIATA
Drużyna Wojów KOLOVRAT na IX Najeździe Barbarzyńc...
Kaliska "Strefa Kibica" (30)
Alicja Tchórz Akademicką Mistrzynią Polski! (4)
 
Calisia_-_osiedle_90x_300
 
TURYSTYCZNA OFERTA DNIA
Majorka_0_banner
Lazur wody, złoty piasek i urodziwe uliczki...
 
 
 
 
 
 
 



 

 
 
POPULARNE TAGI
 
 
 
← Powrót

Ratując ludzkie życie

19/07/2010 11:12

Zapytani o to, czy ratowalibyśmy człowieka, którego życie zostało zagrożone, odpowiedzielibyśmy prawdopodobnie – tak. Jak to się więc dzieje, że zgodnie z badaniami 75% społeczeństwa nie robi nic, gdy na ich oczach umiera człowiek? Czego boją się osoby, które mogłyby trzykrotnie zwiększyć szanse na przeżycie człowieka, który walczy ze śmiercią? O tym i innych kwestiach związanych z pomocą medyczną opowiadał Jakub Rychlik, ratownik medyczny z kaliskiego pogotowia.

Jak_11_article
 
 

Bycie ratownikiem medycznym to nie najłatwiejsze zadanie. Co pchnęło Cię w kierunku tego zawodu?
Po raz pierwszy z zawodem ratownika zetknąłem się, gdy skończyłem 15 lat. Będąc na basenie zobaczyłem ratowników i coś mi się spodobało w tej profesji. Sam dobrze pływałem. Postanowiłem więc zdobyć uprawnienia ratownika WOPR, tam po raz pierwszy. Następnie, po ukończeniu szkoły średniej, gdy czekałem na wyniki z matury, zastanawiałem się, co zrobić dalej ze swoim życiem. Miałem wtedy dwie pasje. Pierwsza była związana z ratownictwem, druga z politologią. W 2001 roku rozpocząłem naukę w Medycznym Studium Zawodowym w Kaliszu oraz na politologii. W 2003 roku ukończyłem „Medyka” i rozpocząłem pracę. Od tamtego czasu zajmuję się ratownictwem medycznym. Ukończyłem szereg różnych kursów medycznych. Aktualnie studiuję na ratownictwie medycznym. Zacząłem także sam prowadzić kursy dla innych. Ucząc innych uczymy także siebie.

Przygoda szkoleniowa

Początkowo udawałem się do szkół z propozycją zorganizowania kursu pierwszej pomocy. Działałem też jako WOPR – owiec i przy tej okazji również prowadziłem sporo szkoleń. Później ktoś dostrzegł mnie na kursie, w którym sam uczestniczyłem. Zaproponowano mi współpracę z Medycyną Praktyczną – jednym z największych ośrodków szkoleniowych w Polsce. Prowadzę więc kursy dla medyków, ale także dla osób nie mających wykształcenia medycznego.

Trzy razy większe szanse
Uważam, że ratowanie życia i szkolenia są nierozerwalne. Profilaktyka jest bardzo ważna. Jeżeli wytłumaczymy ludziom zagrożenia i postępowanie w tych zagrożeniach i ci ludzie przyjmą to do siebie i będą właściwie reagować, to wtedy praca pogotowia będzie bardziej efektywna. Wiele badań dowiodło, że w przypadku zatrzymania krążenia, szybko podjęta resuscytacja krążeniowo – oddechowa, poprzedzona wezwaniem karetki, znacznie zwiększa szanse na przeżycie. W naszym społeczeństwie, w około 90% zdarzeń, w których mamy do czynienia z zagrożeniem życia, ludzie ograniczają się jedynie do wezwania pomocy.

Dlaczego tak jest?
Dlatego, że ludzie boją się, a boją się, bo nie umieją, a nie umieją, bo albo ich ktoś nie nauczył, albo uczyli się już dawno. 75% z nas nie podejmuje resuscytacji oddechowo – krążeniowej czyli trzy czwarte z nas nie robi nic, kiedy człowiek umiera. Podejmując podstawowe czynności resuscytacyjne możemy nawet trzykrotnie zwiększyć szanse przeżycia poszkodowanego.
W Polsce odnotowuje się bardzo niską przeżywalność w przypadku zatrzymania krążenia. Wielu ludzi być może dałoby się uratować, gdyby te podstawowe czynności zostały podjęte. Rola każdego medyka to także prowadzenie profilaktyki i edukacji.

Czy trudno jest udzielić pierwszej pomocy? Czy to na tyle skomplikowany proces, że ludzie się go boją?
Cały czas obecny jest taki mit, że gdy przy udzielaniu pierwszej pomocy zrobimy coś źle, możemy być za to ukarani. Dementuję to na każdym kroku. Nie można ukarać kogoś za udzielenie pierwszej pomocy zgodnie z zasadami udzielania tej pomocy. Często słyszę, że ludzie boją się, że połamią komuś żebra. Tymczasem złamane żebra mogą zdarzyć się każdemu i od tego się nie umiera. Wiadomo, że nikt nie będzie robił komuś na ulicy operacji.
Im bardziej ktoś jest przygotowany, wyedukowany, tym łatwiej poradzi sobie w walce o czyjeś życie.

Resuscytacja
W przypadku tego procesu wytyczne są jasno określone – trzydzieści ucisków do dwóch wdmuchnięć. Badania udowodniły, że to są najlepsze wytyczne, które dają największe szanse na przeżycie. Jeśli jednak z rozpędu zrobimy 32 uciśnięcia czy 29, to nie będzie to katastrofa. Po prostu starajmy się „poprawić następnym razem”.

Wyobraźmy sobie, że ktoś leży na ulicy, chodniku itp. co możemy wtedy zrobić?
Z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj nie zwracamy uwagi na tzw. „leżaczków”. Wychodzimy z założenia, że to pijani. Faktycznie większość z nich to nietrzeźwi, ale jakiś procent tych osób wcale pijany nie jest. Ponadto, czy osoby nietrzeźwe w sytuacji zagrożenia życia nie zasługują na pomoc?
Jest pewna sekwencja postępowania, która ułatwia podejmowanie decyzji w sytuacji, gdy zobaczymy człowieka leżącego na ulicy. Nidy nie „dopadamy” poszkodowanego, by coś z nim robić. To co należy uczynić w pierwszej kolejności, to upewnić się, że nasze życie nie jest zagrożone. Dobry ratownik, to żywy ratownik. Jeśli ktoś leży na jezdni, musimy zabezpieczyć teren – postawić trójkąt, bądź swój samochód z włączonymi światłami awaryjnymi. Jeśli tylko posiadamy rękawiczki bądź woreczek foliowy, powinniśmy je założyć, by bezpośrednio nie dotykać leżącego. Przy okazji podkreślę też, że badania dowodzą, że trudno jest zarazić się udzielając pierwszej pomocy, jeśli ma się do czynienia ze zdrową, nie skaleczoną skórą. Kolejno próbujemy nawiązać kontakt z leżącym. Pytamy w prosty sposób, czy coś się stało, prosimy, by leżący otworzył oczy, musimy ocenić czy poszkodowany jest przytomny. Jeśli jest, a nic mu nie zagraża – nie ma potrzeby, by go ruszać. Pytamy wtedy, dlaczego leży w danym miejscu. Jeśli stwierdzamy, że poszkodowany nie potrzebuje pomocy medycznej, ale znajduje się pod wpływem alkoholu wzywamy policję czy Straż Miejską. Kiedy leżący zaczyna stwarzać dla nas zagrożenie, możemy wycofać się z udzielania pomocy. Kiedy przyjeżdża Straż Miejska informujemy, w jakim stanie zastaliśmy poszkodowanego.
Jeśli poszkodowany nie reaguje, następnym krokiem powinien być kontakt fizyczny. Szturchamy wtedy poszkodowanego za bark. Może być bowiem sytuacja, że poszkodowany śpi, jest płytko nieprzytomny, bądź głuchoniemy.
Jeśli poszkodowany nie reaguje na zwroty werbalne, na szturchanie, kolejnym elementem jest wezwanie do pomocy kogoś z otoczenia. Zawsze w grupie czujemy się lepiej. Czyjeś ręce mogą okazać się bardzo pomoce.
Następnie sprawdzamy czy poszkodowany żyje. Żeby to wykonać, będąc osobą, która nie ma wykształcenia medycznego, sprawdzamy oddech poszkodowanego. Jego głowę odchylamy do tyłu. Pochylamy się nad nim i przez 10 sekund oceniamy oddech za pomocą trzech zmysłów – próbujemy wyczuć powietrze na własnym policzku, usłyszeć go i zaobserwować ruchy nadbrzusza. Jeżeli poszkodowany ma wysoko zapięty krawat czy coś podobnego, wcześniej, przed przystąpieniem do akcji, należy go poluźnić. Grubą, puchową kurtkę, rozpinamy. Aby oddech uznać za prawidłowy, poszkodowany w ciągu 10 sekund powinien wykonać co najmniej dwa, a najlepiej trzy pełne, prawidłowe oddechy. Jeżeli poszkodowany oddycha prawidłowo, układamy go w pozycji bezpiecznej (nazywaną też boczną – ustaloną). Ta pozycja jest bezpieczna dla dróg oddechowych poszkodowanego i chroni go przed niedrożnością dróg oddechowych spowodowaną zapadaniem się podniebienia miękkiego, wymiocinami, krwawieniem do jamy ustnej. Po wykonaniu tych czynności, jeśli jest zimno, należy okryć poszkodowanego. Kolejno wzywamy pomoc, pogotowie ratunkowe.

Natomiast, jeśli stwierdzamy, że poszkodowany jest nieprzytomny, nie porusza się i nie oddycha prawidłowo, bądź mamy wątpliwości, czy oddech jest prawidłowy, należy rozpocząć resuscytację krążeniowooddechową (RKO).
Jeśli stwierdzamy zatrzymanie krążenia u osoby dorosłej, priorytetem jest wezwanie fachowej pomocy, czyli pogotowia ratunkowego. Jeśli mamy kogoś do pomocy – zlecamy tej osobie wezwanie, a sami przystępujemy do RKO.
Układamy ręce na środku klatki piersiowej poszkodowanego i wykonujemy 30 ucisków klatki piersiowej, na głębokość ok. 40 – 50 mm, z częstością ok. 100/minutę.
Po 30 uciskach udrażniamy drogi oddechowe poszkodowanego poprzez odgięcie głowy i uniesienie żuchwy (rękoczyn czoło – żuchwa), zatykamy nos poszkodowanego, obejmujemy jego usta własnymi ustami i wykonujemy 2 spokojne wdechy. Każdy wdech powinien trwać ok. 1 sek, i mieć objętość ok. 500 – 600 ml. Trudno to zmierzyć, ale istotne jest, aby klatka piersiowa poszkodowanego wyraźnie się uniosła. Po 2 wdechach wykonujemy kolejne 30 ucisków, 2 wdechy itd.

Jeśli nie jesteśmy w stanie prowadzić oddechu zastępczego (np. mamy opory przed wykonywaniem metody usta – usta), wytyczne dopuszczają możliwość prowadzenia samych ucisków klatki piersiowej. Wykonujemy je wtedy z częstością ok. 100/min., bez przerw na wdechy. Badania dowiodły, że lepiej wykonywać przynajmniej uciski klatki piersiowej, niż nie robić nic.

RKO prowadzimy do momentu:
- przybycia fachowych służb – najczęściej pogotowia ratunkowego
- fizycznego wyczerpania ratownika (np. w sytuacji, gdy przyjazd karetki się wydłuża)
- spontanicznego powrotu oddechu i krążenia

Przy wzywaniu pomocy należy:
- powiedzieć o miejscu zdarzenia, podając przy tym dokładny adres, miejsca charakterystyczne, które pomogą pracownikom pogotowia dotrzeć do miejsca, w którym przebywa poszkodowany. Warto, by szczególnie w nocy ktoś wyszedł przed dom, by łatwo i szybko można było trafić w dane miejsce.
Następnie opisujemy, co się stało. Czy poszkodowany został pobity, czy ma napady drgawek, czy jest to wypadek komunikacyjny. Mówimy też, kto jest poszkodowany – kobieta czy mężczyzna, osoba, która ma w okolicy 7, 17 czy 70 lat, nie chodzi o konkretny wiek.
Kolejno musimy powiedzieć, co udało nam się ustalić na temat pacjenta. Wszelkie dodatkowe informacje są bardzo cenne i pozwalają nam sprawniej przeprowadzić proces pomocy medycznej.
Ważne jest, byśmy dzwoniąc na pogotowie nigdy nie rozłączali się jako pierwsi. Powinno się także podać swoje imię i nazwisko oraz numer telefonu. Nie będzie to służyć karaniu kogoś za np. nieuzasadnione wezwanie. To ma służyć w sytuacjach, gdy pogotowie miałoby problemy z dotarciem na miejsce zdarzenia.
Po wezwaniu pomocy czekamy na pojawienie się pogotowia. Nie powinniśmy zostawiać poszkodowanego samego, chyba że zmieni nas ktoś, komu ufamy.
Zdarza się tak, że ktoś przejeżdża autem, widzi poszkodowanego, dzwoni na pogotowie i odjeżdża nie sprawdzając nawet czy ten człowiek żyje. Samo wezwanie pomocy jest tylko małym krokiem w udzielaniu pomocy.
Prawo nakazuje udzielanie pomocy
Kilka aktów prawnych warunkuje udzielenie pomocy. Najpoważniejszy z nich – kodeks karny jasno sankcjonuje obowiązek udzielenia pierwszej pomocy. Osoby, które nie udzielą pomocy człowiekowi znajdującemu się w bezpośrednim zagrożeniu zdrowia lub życia mogą zostać pozbawione wolności nawet do trzech lat. Oczywiście nie musimy udzielać pomocy w sytuacji, gdy w pobliżu znajdują się służby, które mogą udzielać pomocy, bądź, gdy nasze własne życie może być zagrożone.

Czy pamiętasz swoją pierwszą akcję ratowniczą
To nie była spektakularna akcja. Okazało się, że wyjazd był nieuzasadniony. To dość często spotykana sytuacja w naszej pracy, że jesteśmy wzywani do sytuacji, w których nie mamy uprawnień, by się nimi zająć. To zadania np. dla lekarza rodzinnego. Znane są przypadki, gdy wzywano nas do wypisania recept, bo komuś skończyły się leki. My tymczasem nie możemy wypisywać recept. Kogoś od miesiąca boli głowa i dzwoni nagle na pogotowie, byśmy mu pomogli. A tu z kolei my nie prowadzimy diagnostyki, tym musi zająć się także lekarz rodzinny. My możemy stosować tylko określoną pulę leków ratujących życie. Tymczasem dla każdego pacjenta każde wezwanie jest uzasadnione, podczas gdy my czasem nie mamy szans pomóc z racji np. kompetencji.

Czy w Twojej pracy zdarzyło Ci się kiedyś jakieś traumatyczne przeżycie, po którym zastanawiałeś się czy nie rozstać się z tym zawodem?
Nie było takich chwil, były natomiast momenty, które do czegoś mnie stymulowały. Pamiętam jak kiedyś widziałem stację krążeniowo – oddechową dziecka, po czym stwierdziłem, że muszę się dokształcić w temacie dzieci. Często wracając z jakiegoś zdarzenia doczytuję i sprawdzam informacje na dany temat, by w przyszłości radzić sobie z czymś jeszcze lepiej.

Masz do czynienia z jedną z największych odpowiedzialności – odpowiedzialnością za ludzkie życiejak sobie z tym radzisz?
Decydując się na taki zawód jak mój trzeba liczyć się z jego konsekwencjami. Z założenia jesteśmy powołani do ratowania zdrowia i życia. Tak jak każdy z medyków pracujących w ratownictwie, mam jakiś bagaż doświadczeń, który będę pamiętał krócej bądź dłużej. Z tym trzeba sobie poradzić. Nie chodzi o to, by to ignorować. Gdybym miał jednak przeżywać każdy wyjazd, nie wytrzymałbym tego psychicznie. Nikt nie zniósłby tego, dlatego trzeba mieć pewien dystans i robić wszystko, co tylko można, by akcja ratownicza zakończyła się z powodzeniem. Poza tym trzeba cały czas się rozwijać i uczyć, żeby być na bieżąco, ponieważ medycyna jest nauką, która jest bardzo dynamiczna.
A co jeśli pacjent mimo podjęcia akcji ratowniczej nie przeżyje?
Mamy świadomość, że nie każdego da się uratować…
Każdy z nas reaguje w inny sposób na takie sytuacje i każdy musi wypracować swój sposób radzenia sobie ze stresem. Niektórzy zostawiają pracę w pracy, niektórzy zabierają ją do domu, co uważam, nie jest najlepszym pomysłem, inni próbują odreagować fizycznie, pobiegać, pojeździć, każdy ma na to swój sposób.

Dziękuję za rozmowę!



Tagi:  Jakub Rychlik, ratownik, medycyna, pierwsza pomoc, życie, człowiek, pomoc, wypadek



Jak_11_thumbnail2
Jak2_thumbnail2
Jak4_thumbnail2
Jak9_thumbnail2
Jak_3_thumbnail2
Jak_8_thumbnail2
Jak_6_thumbnail2
Jak_13_thumbnail2
Jak_15_thumbnail2
Jak_17_thumbnail2
Jakub1_thumbnail2
Untitled-1_thumbnail2
Untitled-2_thumbnail2

 
Dawid Ordyniak 19/07/2010 12:13

Wow! Gratuluję odwagi oraz ciekawych zajęć, które pan prowadzi. Byłem na jednym z tych szkoleń i muszę powiedzieć, że dowiedziałem się bardzo wiele. Jeszcze raz gratuluję!

Vote_for Vote_against
1 / 0
Miro 19/07/2010 14:13

Fajny artykuł i fajna postać z tego Rychlika!:-)
Też kiedyś mnie szkolił.

Vote_for Vote_against
1 / 0
Anka 19/07/2010 16:26

Gratulacje, kiedyś Einstein powiedzial,w życiu nie przepracowałem jednego dnia , każdy dzień był przyjemnoscią. Oby więcej takich zapaleńców jak Jakub – zakochanych , z wzajemniścią , w tym , co robi. A entuzjazm sie udziela…

Vote_for Vote_against
K.M. 19/07/2010 18:06

A ja zastanawiam po co ten artykuł? Żeby promować ratownictwo czy żeby promować Jakuba Rychlika?
Chyba jednak to drugie.
Tekst typowy dla osób które przedstawiając niby to jakiś problem tak naprawdę wplatają co drugie zdanie coś o sobie.
Zdjęcia, reklamujące tylko pana Rychlika. Coś jak galeria "z “naszej klasy”. A przecież ratowników w Kaliszu jest znacznie więcej.
Mimo tego cenię sobie ludzi działających z pasją. Życzę temu panu aby tej pasji nie przesłoniło ciut za wysokie ego.

Vote_for Vote_against
Dawid Ordyniak 19/07/2010 20:13

Osobiście widzę to zupełnie inaczej. Pisząc o ratownikach w ogóle nie dostrzegamy pojedynczej osoby. Pisząc o osobie w szczególe możemy dostrzec ogół.

To tak jak bardziej wstrząsająca jest śmierć jednego dziecka, o którym coś wiesz, czujesz się związany, niż śmierć 5 milionów osób gdzieś w Inidach. Wiem, że przykład niewspółmierny, ale oddający istotę.

Poza tym nie znasz tego pana, więc go nie oceniaj. :)

Vote_for Vote_against
luśka 20/07/2010 15:36

Nie ma jak to dobry PR Kuba :) :) :)

Vote_for Vote_against
roso 20/07/2010 20:24

kompetencje pana Kuby są napewno wysokie. ,Dobrze że robi to z pasją i zaangażowaniem. W ratownictwie medycznym tacy ludzie są potrzebni.

Vote_for Vote_against
1 / 0
Dawid 11/11/2010 09:55

Kuba jest ok i pewnie zostanie kiedyś Ministrem Zdrowia hehe

Vote_for Vote_against
 

Drogi Użytkowniku Portalu Calisia.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Calisia.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.




(max. 70 znaków)


Walczymy ze spamem w komentarzach. Spam generują roboty. Odpowiedź na poniższe pytanie przekonuje nas że nie jesteś robotem, tylko kochanym czytelnikiem Calisia.pl

Który mamy rok? (cztery cyfry)

 
Tę odpowiedź pozostaw pustą:

 
Publikacja komentarza oznacza akceptację regulaminu Calisia.pl


← Powrót