Kaliska "Strefa Kibica" (30)
Alicja Tchórz Akademicką Mistrzynią Polski! (4)
Lubię na koncercie widzieć znajome twarze. Rozmowa z Maciejem Balcarem
Na co dzień wokalista Dżemu i odtwórca głównej roli w musicalu “Jesus Christ Superstar” wystawianym w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Mimo natłoku obowiązków znalazł chwilę, by nagrać drugą w solowej karierze płytę – “Ogień i woda”. Towarzyszy mu zespół Nie-Bo. W miniony czwartek Maciej Balcar wraz zespołem zagrał kaliskim pubie BeKa, a po koncercie udzielił nam krótkiego wywiadu.
- Bardzo dużo radości, bo tak naprawdę te utwory w jakimś stopniu na nowo odkrywałem. Zauważałem pewien brak warsztatu na debiutanckiej płycie i cieszyłem się, że mogłem swobodniej podejść do tych utworów. „Czarno” było debiutancką płytą, śpiewaną trochę na baczność, a tutaj – na „Ogniu i wodzie”- jest dużo więcej swobody.
- Podczas koncertu usłyszeliśmy kilka coverów. Co zadecydowało o wyborze tych właśnie piosenek?
- 6 lat temu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy z zespołem Nie-Bo, mieliśmy zagrać jednorazowo koncert, gdzie miałem wybrać sobie swoje ulubione covery plus dwa-trzy własne utwory i zagrać to na koncercie w krakowskim klubie „Żaczek”. Taka była formuła: raz w miesiącu zapraszali różnych artystów, którzy proponowali swoje ulubione piosenki i jednorazowo śpiewali; i wtedy właśnie m.in. te utwory, które można było dzisiaj usłyszeć, zaproponowałem zespołowi Nie-Bo. Bardzo się tym zachwycili. Przede wszystkim większości utworów zupełnie nie znali. Oczywiście, że wszyscy kojarzą „Mercy Street” Petera Gabriela, ale w jego wykonaniu. Ja zaproponowałem wersję zespołu Storyville. To już nie jest tak dostępna płyta, podejrzewam, że może jej w ogóle nie być w polskich empikach. Po prostu któryś z moich znajomych wyszperał to w Stanach i przywiózł do Polski. To bardzo szczególna rzecz. Jest też jeden utwór Coco Montoyi, który jest gitarzystą Johna Mayalla. Mayalla wszyscy słyszeli, ale już płyty Montoyi też nie zobaczymy w polskich sklepach, bo nawet w Stanach była niszowa. No i takie piosenki spodobały im się, dobrze im się to wtedy grało – ja miałem bardzo podobne wrażenie i właściwie niemalże równocześnie zaproponowaliśmy, żeby powtórzyć koncert z „Żaczka”. Od tych 6 lat grywaliśmy sobie te covery i dlatego pojawiają się teraz wśród materiału autorskiego.
- Jak grało się rolę Indianera w filmie „Skazany na bluesa”?
- Dostałem taką – powiedzmy – zamotaną rolę w tym filmie, bo z jednej strony miał to być przyjaciel z dzieciństwa, z drugiej – taki zły duch, ktoś kto do końca przyjacielem nie jest, bo ciągle donosi Ryśkowi działki, a z jeszcze innego punktu – alter ego Riedla. Nie miałem postaci określonej bardzo ściśle i musiałem też popracować nad tą rolą i przedyskutować to z przyjaciółmi, zawodowymi aktorami, żeby nie popełnić żadnego błędu. Pracowało się dobrze, ale przygotowywałem się długo, bo ponad rok.
- A co Pan chce pokazać w polskich wersjach zagranicznych musicali, w „Jesus Christ Superstar” i w „Rent”?
- „Rent” niestety się nie utrzymał. Myślę, że na etapie tłumaczeń sprawa już była przegrana. Jeśli tekst jest źle tłumaczony, nie dociera do widza, to cały spektakl jest mdły i nie wiadomo, o co w nim chodzi. Zderzyliśmy się z tym problemem. To jednak była rozpędzona maszyna i nie dało się tego zatrzymać. Natomiast w przypadku „Jesus Christ…” wyglądało to inaczej, dlatego że każdy wie, o czym jest ta rock opera. Poza tym fantastycznie przetłumaczył to Wojtek Młynarski, tak świetnie oddał charakter treści, że właściwie polskie teksty są tam tak samo nośne jak oryginały. Dla mnie przede wszystkim „Jesus Christ…” był przede wszystkim jedną z najważniejszych pozycji w szkole średniej. Wtedy się zaczęło – i muzycznie, i filmowo. Jestem ogromnym fanem wersji filmowej musicalu. Praca w tej rock operze od początku sprawiała mi ogromną satysfakcję i trwa to już 12 lat, przede wszystkim dlatego, że byłem tym przesiąknięty, wiedziałem o co chodzi. Chciałem przede wszystkim pokazać człowieczeństwo Jezusa, jego ludzką stronę.
- Czym dla Pana jest granie w musicalach?
- To jest dopełnienie tego, co robię w muzyce. Wiele inspiracji muzycznych pochodzi z oglądania różnorakich musicali. To jest na takiej samej zasadzie: jeśli widzisz fajny obraz w galerii i sam malujesz, to przychodzisz do domu, zakasujesz rękawy, mieszasz farby i masz energię do pracy, żeby zrobić coś wartościowego. Ktoś dał ci tę energię. Ja tak właśnie traktuję Jezusa. Powoduje, że po spektaklu chętnie biorę gitarę i piszę nowe piosenki. Dodaje mi to siły i jednocześnie – jeśli jestem w trakcie trasy koncertowej – dzieli tę drogę, przenosi mnie do innej rzeczywistości. To pewien wypoczynek emocjonalny.
- Jak się gra w takich kameralnych klubach jak BeKa?
- Zazwyczaj lepiej, aczkolwiek różne mankamenty powodują, że nie zawsze się to sprawdza. Dziś praktycznie nie słyszałem siebie śpiewając; jeśli nie słyszę siebie, to nie wiem czy dobrze śpiewam i dlatego jestem trochę wycofany w kontaktach z publicznością, bo – no, dajmy na to, gdybym fałszował przez cały koncert i w międzyczasie zagadywał do publiczności, to wyglądałoby to tak, jakbym chciał odwrócić ich uwagę od tego, że fałszuję. Znacznie lepiej się czuję i chętniej odzywam wtedy, kiedy słyszę się dobrze.
- A jak się gra w bliskich okolicach – takich jak Ostrów Wielkopolski, Kalisz? Nie czuje Pan stresu?
- Największy stres jest w Ostrowie. To są znajome śmieci, tam przychodzą ludzie, którzy znają mnie od dziecka, rodzina… Jest tam bardzo duże stężenie osób, które mnie znają na wylot. Wiadomo, że chciałbym zaśpiewać jak najlepiej i to powoduje taką spinkę. Natomiast już w Kaliszu, Pleszewie czy w Krotoszynie gra się już swobodniej, bo wiem, że będzie grono przyjaciół z Ostrowa, ale też ludzie, którzy mnie nie znają, takie przemieszane towarzystwo. Wtedy nawet jest fajniej, niż przy stu procentach obcych osób na sali. Lubię na koncercie widzieć znajome twarze.
Tagi: nie-bo, maciej balcar, wywiad, kalisz
Maciek Balcar to człowiek wielkiego formatu.
Jest wielkim artystą ale przede wszystkim człowiekiem !!! Ojciec, mąż… Zaszczyt to dla mnie nosić to samo imię <3
Uwielbiam Maćka Balcara
Drogi Użytkowniku Portalu Calisia.pl! Zanim opublikujesz komentarz POMYŚL, czy jest on rzeczowy w kontekście artykułu, pod którym chcesz go zamieścić! Czy nie obrażasz kogoś lub nie naruszasz dóbr osobowych innych ludzi? Pamiętaj, że nawet w Sieci nie jesteś anonimowy!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu, za treść których Calisia.pl nie ponosi odpowiedzialności. Portal zastrzega sobie prawo do usuwania obraźliwych wpisów. Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie prawo lub dobre obyczaje, zawiadom nas o tym.
← Powrót















