No więc byłem.
1. Przystanek “Student” (Pod Muzami) Koncert zespołu Żelki.
Znalazłem klub. Przed klubem pustki. Wejście na dół przez bogato rzeźbioną dekoracje wyglądającą jakby ktoś oblał ją klejem. Czekam chwilę aż spalę papierosa i wchodzę. O 20:00 jak na plakacie pisało i pomyślałem że chyba się pomyliłem bo w klubie nikogo nie było. Ale sprzęt był rozstawiony wiec chyba nie.
Zastanawiałem się wcześniej, czemu w zapowiedzi na tym portalu napisana była godzina 21:00 a na plakatach 20:00 i stwierdzam że nie był to błąd gdyż koncert zaczął się grubo po 21:00… Pani za barem powiedziała że to normalne że jest godzina spóźnienia. Bez komentarza to pozostawię – zapamiętam na następny raz.
Półtorej godziny spędziłem więc na samotnej kontemplacji wnętrza dziękując bogu że nie przyszłem wcześniej “żeby zająć miejsca”. Pół godziny zajęło mi zastanawianie się co przedstawia obraz w pierwszej sali (nadal niewiem) i stwierdzenie że krzesła są niewygodne. Wystrój nijaki, zero klimatu, zero ludzi. Blade światło świetlówki dodatkowo sprawiało że czułem się “jak na świeczniku”. Nie jest to miejsce gdzie chciałbym posiedzieć przy piwie na pewno. Przy barze nieco lepiej, ale nie ma stołków :( Wizyta w łazience dostarcza wrażeń ekstremalnych – oj widać że w klubie się “dzieje”.
W końcu gdy zebrał się “tłum” 8 osób zespół zaczął grać. Miłym zdziwieniem było to, że nikt ode mnie nie zawołał 10pln za wstęp na co czekałem z drżeniem. Zakupiłem sobie więc jeszcze 2 piwka za zaoszczędzoną kasę :)
Zespół jak zespół, nie znam się specjalnie więc rozwodzić się nie będę. Zgodnie z zapowiedzią miały być zabawne teksty, niestety wokalisty słychać nie było wiec nie wiem czy były zabawne. Grali momentami tak nierówno że nawet jak zauważyłem ale ogólnie przekazywali jakąś tam pozytywną energię co moze za sprawą browarów też mi sie udzieliło.
Z każdym kawałkiem i w miarę przesuwania się do sceny robiło się coraz milej i ogólnie mogę powiedzieć, że bawiłem się dobrze. Ludzie zaczęli nieśmiało napływać i zrobiło się dość sympatycznie. Najpierw na parkiet wtargnęły lachony z parasolkami i w szpilkach, potem wymiótł je z tamtąd jakiś rockendrolowiec zamiatając włosami… a potem, i to było niesamowite: Rokendrolowiec z lachonem zaczęli urządzać takie dzikie tańce że szczena mi opadła ! Jeśli tak bawi się Kalisz, to chociaż ludzi mało bawią się za pięciu :P Jedna z atrakcji tego wieczoru to była napewno.
Ogólne wrażenia średnie. Ludzie na plus – sympatyczni i dobrze się bawili. Wystrój na minus – skrzyżowanie taniej restauracji z piwnicą. Zero klimatu, żenująca frekwencja. Nie wiem czy tak wygląda ten klub na co dzień, czy tylko tak przy okazji koncertu ale raczej nie wybrał bym się tam na piwo, posiedzieć ze znajomymi. Na jakiś koncert (jeśli będzie mnie stać) owszem, ale może tym razem jakoś w weekend sprawdzić czy więcej ludzi będzie.